To był ciężki dzień:

  1. po zarwanej nocy wstałam z opuchniętymi oczami, niestety okłady z lodu pomagały kiedy miałam lat 15; obecnie, kiedy bliżej mi już do 30tki, mogę jedynie westchnąć i się nie malować;
  2. przyszło mi poinformować o nie przedłużeniu (nieprzedłużeniu?) stosunku pracy; scenka rodzajowa zakończona awanturą i trzaśnięciem drzwiami nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, w tak podłym humorze mogę zwalniać nawet całą fabrykę;
  3. osobiste spapranie emocjonalne i wszystko, co poddałam walkoverem odreagowałam popołudniem wyzerowaniem konta; niestety nowa para butów, sukienka z łabędziem, kosmetyki (tak zwane luksusowe) przestały mnie cieszyć tuż po powrocie do domu;
  4. również po powrocie do domu zastałam wiadomość od Lekarza, który pytał niezobowiązująco co u mnie; a u mnie to samo co wczoraj i przed, to samo co rok temu i w ostatnie wakacje – ciągle nie chcę być jego hotelową pocieszycielką; chociaż mogłabym nią zostać,  przynieść sobie chwilową ulgę, zrobić z niego paliatyw na samotność,  wszak mam teraz adekwatne do roli paznokcie,  które bez większego wysiłku mogłyby zostawić kilka śladów na jego plecach; tylko po co?
  5. pisząc te słowa staram się nie wybuchnąć gromkim płaczem,  bo resztki godności są dla mnie jak złote runo;
  6. pokazano mi w nocy tekst piosenki, który powalił mnie na łopatki; słucham go więc nieprzerwanie i marzę, że kiedyś to będzie o mnie.

Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Niestety.

Nie rozumiem tego, co właśnie się stało. Niestety, niczego więcej nie mogę powiedzieć. Chociaż chciałabym.

Mistrzyni beznadziejnych sytuacji. W konkursie pt. jak skutecznie zrobić z siebie idiotkę dekady wygrywam w cuglach.

(kurtyna)

Pośród wszystkich cnót świata, które kobieta powinna posiadać, a której ja na pewno nie nabędę, jest taka jedna – prawdopodobnie najcenniejsza. Otóż, nigdy nie nauczę  się powściągać osobistej złośliwości wtedy, kiedy powinnam.

Z racji kompletnego braku dystansu do tej znajomości asekuruję się jak umiem, a że inaczej nie umiem…